SuperPolska.pl - Gazeta internetowa,











Pogrzeb ppłk. Zbigniewa Matysiaka ps. „Kowboj"
Nie powtórzy się o godzinie drugiej. Będzie mi dana o godzinie drugiej, ale już nie ta sama. Czas przechodzi a nigdy nie wraca. Co w sobie zawiera, nie zmieni się nigdy. Pieczętuje pieczęcią na wieki. To jest fragment z „Dzienniczka” świętej Faustyny. Ten fragment przywołuję dlatego, że zarówno ja i jak tu wszyscy, którzy jesteśmy obecni, mamy głębokie przekonanie i pewność, że zakończone właśnie doczesne życie pułkownika Zbigniewa Matysiaka ps. Kowboj, to ogromna łaska dana nam przez samego Boga – mówił wojewoda lubelski Przemysław Czarnek do rodziny, znajomych i bliskich, uczestników uroczystości pogrzebowych zmarłego 13 września tego roku płk Zbigniewa Matysiaka ps. Kowboj.

Jego bohaterstwo, gdy jako 16-letni młodzieniec wstępował do Armii Krajowej i służył w walce z okupantem niemieckim, udawał się na pomoc powstańcom warszawskim. Jego niezłomność widać w tym, że po wycofaniu się Niemców dalej zbrojnie walczył o suwerenną i niepodległą Polskę. Jego nieugięta i wierna ojczyźnie postawa podczas kiedy był torturowany i maltretowany na Zamku Lubelskim, więziony i prześladowany przez sowietów i ubeków, jego później aktywna postawa już w życiu cywilnym, sportowym a w ostatnich latach jego niezwykle aktywna postawa głęboko patriotyczna, w momentach kiedy wiek i choroba spowodowały, że był już słabszy – to wszystko, to jest ogromy dar dla nas i dla naszej ojczyzny. I dlatego właśnie panu płk Kowbojowi, którego bohaterskie i patriotyczne czyny czas przypieczętował pieczęcią na wieki, poświęcamy naszą wspólną modlitwę do Pana Boga – mówił wojewoda Czarnek przed rozpoczęciem Mszy świętej, a także wręczył list od pana premiera Mateusza Morawieckiego córce Zbigniewa Matysiaka.

Msza święta w intencji zmarłego bohatera została odprawiona w kaplicy na cmentarzu przy ul. Lipowej i tam też spoczęły jego szczątki w rodzinnym grobowcu. Uroczystość pogrzebowa odbyła się zgodnie z ceremoniałem wojskowym. Uczesrtniczyli w niej liczne zebrane poczty sztandarowe, wojsko, grupy rekonstrykcyjne, sportowcy i motorowcy, mieszkańcy Lublina. W imieniu woejwody lubelskiego przy grobie zmarłego bohatera wieniec złożył Pełnomocnik Wojewody Lubelskiego do spraw Ochrony Dziedzictwa Narodowego i Spraw Kombatantów Waldemar Podsiadły. ***

mjr ZBIGNIEW MATYSIAK ps. „Kowboj”

Urodził się w Lublinie 26 marca 1926 roku. Wybuch wojny przerwał bokserską karierę trzynastoletniego chłopaka, a czas okupacji wystawił go na ciężką próbę. Do szeregów Armii Krajowej wciągnął go były trener z ringu, Stanisław Zalewski – ten sam, który po wojnie został bliskim współpracownikiem słynnego Feliksa Stamma. Matysiak wsławił się wieloma bohaterskimi akcjami, poszedł na pomoc Powstaniu Warszawskiemu, odbijał kolegów z rąk wroga, a po wycofaniu się Niemców, zbiegł do lasu, by w oddziale Wojska Polskiego kontynuować walkę. Wydany przez bliskiego kolegę, został aresztowany i przez półtora roku więziony i przesłuchiwany. Nie podał w śledztwie żadnego nazwiska. Po zwolnieniu próbował odnaleźć się w powojennych realiach i wtedy z pomocą przyszedł mu… sport!

Najpierw „Kowboj” wsiadł na dwa koła bez silnika. Został rowerowym mistrzem Lubelszczyzny w jeździe na czas, a po wygraniu spartakiady otrzymał powołanie do kadry narodowej. Z różnych przyczyn kariera kolarska nie wypaliła, ale Matysiak trafił na szczęście do klubu motocyklowego. Początkowo został zawodnikiem LPŻ Lublin, potem przeszedł do rajdowej sekcji bardzo mocnej wtedy Avii Świdnik.

Do rajdów nadawał się znakomicie. Co mogło pokonać faceta, który przeżył okupację, konspirację i partyzantkę? Nic. Twardy charakter, zadziorność, nieustępliwość i szalona wola walki szybko przełożyły się na sukcesy sportowe. Ze świdnicką Avią dziesięć razy został drużynowym mistrzem Polski, za każdym razem kończąc zawody w pierwszej „trójce”.

„Myśmy wtedy w klubie byli grupą przyjaciół. Podczas wyścigu każdy chciał być najlepszy i robił wszystko, żeby pokonać kolegę, ale po zawodach jeden za drugiego w ogień by wskoczył. Zresztą podczas rajdu też, jechało się przecież dla drużyny. Jak ktoś miał problem ze sprzętem, a dobrze mu szło, to mu się swój motor oddawało tak, żeby sędziowie nie widzieli. Mnie już wcześniej życie nauczyło, jak ważna jest współpraca w grupie i koleżeństwo” – mówi dziś Matysiak.

Reprezentował Polskę i klub w niezliczonej ilości rajdów krajowych i zagranicznych. W 1964 roku został indywidualnym rajdowym mistrzem Polski w klasie 500ccm, a w kolejnych dwóch sezonach sięgał po tytuł wicemistrza.Był najstarszym aktywnym zawodnikiem Avii, a po zakończeniu sportowej kariery został trenerem motocrossu. I to jakim! Zdał maturę, ukończył AWF i jako jedyny wtedy człowiek po wschodniej stronie Wisły uzyskał tytuł trenera sportów motocyklowych.

Jego niestandardowe metody do dziś są w Lublinie jednymi z najciekawszych moto - anegdot. Nikt tak jak On nie potrafił dostrzec niuansów w jeździe młodych zawodników. „Kowboj” widział wszystko i – przechadzając się po torze z nieodłącznym kijem – obsztorcowywał podopiecznych. Urządzał im też wyścigi… na drzewo! Rzucał szmatę na najwyższą gałąź i kazał się po nią wspinać.

„To uczyło gibkości, koordynacji ruchów, no a niejednokrotnie sztuki upadania” – wspomina z uśmiechem Kacper Kępa, były żużlowiec i zawodnik motocrossu, podopieczny Matysiaka.

Sprowadzał z USA specjalistyczną prasę motocrossową i trenerską, był na bieżąco, kiedy w Polsce nikomu jeszcze nie śnił się internet. I zawsze sam pokazywał, jak przejechać dany element na torze. Ostatni raz jeździł w wieku 87 lat!

Jego życie dowodzi, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że przy uporze, ambicji i woli walki można osiągnąć wszystko. Trudne warunki, w jakich dorastał, wykształciły jego nieustępliwy charakter, a wrodzoną ambicję „Kowboj” doskonale przełożył na karierę sportową.

„Najważniejsza jest pasja, bez niej życie człowieka jest puste. Sport to wielka przygoda. Żeby wygrywać, trzeba być nieustępliwym i walecznym. I nigdy się nie poddawać”– mówi Zbigniew Matysiak, który 26 marca skończy 92 lata.

Ostatnie lata życia Pana Zbigniewa były równie bogate co kariera sportowa. Był najaktywniejszym kombatantem na Lubelszczyźnie. Brał udział w każdej uroczystości na którą został zaproszony, z zastrzeżeniem, że organizatorzy tych wydarzeń byli przez niego znani i „sprawdzeni”. Brzydził się działalnością stowarzyszeń i organizacji odwołujących się do tradycji Armii Krajowej czy Zrzeszenia WiN, a mających w swoich szeregach tajnych współpracowników UB i SB, czy też członków PZPR, ORMO i innych związanych z reżimem komunistycznym. Od kilku lat działał sam, otoczony grupą przyjaciół z różnych stowarzyszeń i grup rekonstrukcyjnych prowadzonych przez młodzież, która widziała w nim wzór. Wszędzie gdzie bywał, pozostawiał trwały ślad. Przede wszystkim w umysłach ludzi, którzy mieli okazję z nim rozmawiać i słuchać słów, przez które przemawiał wielki patriotyzm i miłość do Polski.

Data dodania artykułu: 2018-09-21
Autor artykułu: Lubelski UW
























stat4u